Mnie i moją mamę, od niespełna trzynastu lat, dzieli odległość o przepaści ponad 1100 kilometrów.
Pierw wyjechała na roczny kontrakt jako recepcjonistka do hotelu w Kopenhadze. Co trzy miesiące dostawała tygodniowy urlop, który spędzała razem z nami w Olsztynie. Kontrakt wydłużył się do trzech lat, a po nim postanowiła rozkręcić własny biznes, który okazał się być zajazdem w Blommenslyst, niedaleko Odense w Danii. Oczywiście od samego początku uważaliśmy to za zły pomysł, i sprzeciwialiśmy się na wszelkie możliwe sposoby, ale i tak postawiła na swoim... Rozmawiamy średnio raz, dwa razy w tygodniu, i widujemy się dwa razy w roku. Mama przyjeżdża do nas na święta Bożego Narodzenia, a my jedziemy z rewizytą w wakacje. Nie mam żalu, że podjęła taką decyzję. Przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy, ale są momenty, kiedy bardzo chciałabym ją mieć przy sobie, np. dziś, w dniu jej 51 urodzin...
pasazer-na-gape.blogspot.com
wtorek, 23 kwietnia 2013
sobota, 20 kwietnia 2013
3 miesiac
Ciążę znoszę (odpukać!) idealnie. Żadnych nudności, wymiotów, huśtawek nastrojów, osłabienia, czy zachcianek, którymi byłam tak straszona przez ginekolożkę na pierwszej wizycie. Nie puchną mi stopy, nie wyskakują mi syfki na twarzy, i nie dostałam rozstępów na piersiach, które to ponoć powinny się już w jej mniemaniu pojawić. Jedyne co, to urosłam co nieco w obwodzie, ale ten skutek ciąży był jasny już na długo przed wizytą u lekarki. ;) 6.maja idę na USG genetyczne. Póki co, zero stresu. Dla mnie jest to takie samo badanie jak pobranie krwi, i nie przewiduję, że będzie miało wynik, który mógłby mnie zaskoczyć.
piątek, 19 kwietnia 2013
A ile wdzieku ma w sobie słowo "Tata"?
Z moim Tatą od zawsze łączyła mnie wyjątkowo silna więź. Jesteśmy do siebie podobni jak dwie krople wody. Mamy nie tylko ten sam kolor i kształt oczu, lekko wystające do przodu kły w górnej szczęce, i znamię w tym samym, charakterystycznym miejscu. Oboje jesteśmy do przesady proekologiczni, lubimy majsterkować w garażu, i boimy się dentystów. Mamy identyczne poczucie humoru, alergię na nikiel, i brzydki charakter pisma. Od kiedy skończyłam 7 lat, co roku, zimową porą, jeździmy w góry. Stało się to taką naszą małą tradycją... Podobnie jak obowiązkowy, cotygodniowy wypad do kina na jakiś thriller lub... bajkę :) . To ON samodzielnie zrobił mój pierwszy latawiec, i to ON pokazywał mi, jak go puszczać. To ON zaprowadził mnie w pierwszy dzień do szkoły, i kręcił loki, gdy szłam do komunii. To ON bierze wolne w pracy, i opiekuje się mną, gdy jestem chora, choć mam już swoje lata i umiem sobie dać radę. To ON ocierał moje łzy, gdy w podstawówce doznałam pierwszej, i niestety nieszczęśliwej miłości. ;) Jest wspaniałym człowiekiem. Szczerym, uczciwym, honorowym, pracowitym, uczuciowym... Uwielbia swoją pracę, nasz dom, który sam projektował i wykańczał, a co najważniejsze, za rodzinę gotów jest poświęcić wszystko.
Bardzo żałuję, że galaretka, nie ma tyle szczęścia co ja...
Gdy Maciek dowiedział się, że jestem w ciąży, był w takim samym szoku jak ja. Chwilę milczał, chowając twarz w dłoniach, a potem powiedział bez cienia zakłopotania, że to z całą pewnością nie jest jego bękart. Oj zabolało... Nie myślałam, że będzie skakał z radości, wybierał imiona, a potem pobiegnie po grzechotkę dla dziecka. Co więcej, liczyłam się nawet z tym, że odeśle mnie z kwitkiem do domu, bo będzie potrzebował czasu na oswojenie się z myślą, że będzie tatą, ale w żadnym wypadku nie wpadł mi do głowy tak skrajny scenariusz... Nie dyskutowałam z nim wiele, bo uznałam, że nie mam o czym z nim rozmawiać. W końcu prawda zawsze wychodzi na jaw...
Jutro minie miesiąc od naszej ostatniej rozmowy. Nie pisze, nie dzwoni, nie przyszedł, jakby to zrobił prawdziwy mężczyzna, aby porozmawiać i coś ustalić. Nie zmuszę go do tego, aby był Tatą, a nie dawcą. Wiem, że gdy z podlotka stanie się mężczyzną, będzie miał do siebie ogromny żal do siebie za podjętą decyzję, i to będzie dla niego najlepszą karą.
Bardzo żałuję, że galaretka, nie ma tyle szczęścia co ja...
Gdy Maciek dowiedział się, że jestem w ciąży, był w takim samym szoku jak ja. Chwilę milczał, chowając twarz w dłoniach, a potem powiedział bez cienia zakłopotania, że to z całą pewnością nie jest jego bękart. Oj zabolało... Nie myślałam, że będzie skakał z radości, wybierał imiona, a potem pobiegnie po grzechotkę dla dziecka. Co więcej, liczyłam się nawet z tym, że odeśle mnie z kwitkiem do domu, bo będzie potrzebował czasu na oswojenie się z myślą, że będzie tatą, ale w żadnym wypadku nie wpadł mi do głowy tak skrajny scenariusz... Nie dyskutowałam z nim wiele, bo uznałam, że nie mam o czym z nim rozmawiać. W końcu prawda zawsze wychodzi na jaw...
Jutro minie miesiąc od naszej ostatniej rozmowy. Nie pisze, nie dzwoni, nie przyszedł, jakby to zrobił prawdziwy mężczyzna, aby porozmawiać i coś ustalić. Nie zmuszę go do tego, aby był Tatą, a nie dawcą. Wiem, że gdy z podlotka stanie się mężczyzną, będzie miał do siebie ogromny żal do siebie za podjętą decyzję, i to będzie dla niego najlepszą karą.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Ile wdzieku ma w sobie słowo "Mama"...
Za dwa dni minie miesiąc od wykonania pierwszego testu ciążowego, i równocześnie z tą miesięcznicą wskoczymy w dziesiąty tydzień ciąży. Nie wiem, w którym momencie ten czas przeminął, bo ja bezustannie czuję się tak, jakbym to dzisiaj rano siedziała na toalecie, i trzymając w rozedrganych rękach kawałek plastiku, wpatrywała się w okienko, na którym mocz malował kreski. Nie będę nikogo czarowała, że maluch był planowany, i że jak zobaczyłam drugą kreskę to płakałam z radości. Nienawidzę tego określenia, ale tak, wpadliśmy. Na początku tylko tak właśnie o tym wszystkim myślałam, jak o "wypadku przy pracy". Teraz, kiedy mam za sobą wiele nocy spędzonych na przemyśleniach, dostrzegam głębszy sens w pojawieniu się tej istotki w moim życiu. Jakkolwiek niedorzecznie to nie zabrzmi, jest wynikiem totalnego przypadku, pasma sposobności. Miałam albo takiego wielkiego pecha, albo takie wielkie szczęście... Nie jestem dobrym przykładem na teorię o instynkcie macierzyńskim. Nie mogę też powiedzieć, że już kocham tą galaretkę (uwielbiam galaretki, więc to pieszczotliwe określenie), ale jestem pewna, że wszystko przyjdzie z czasem, i sprawdzę się jako... Mama.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)